Polska strona Keane » fani

Keane - Offenbach - 16.11.2006

Wrażenia z koncertu w Offenbach jakim na forum podzieliła się Claudia

Kiedy dowiedziałam się że KEANE mają koncert w Offenbachu, po prostu odbiło mi. Ponieważ mieszkał tam kiedyś mój kuzyn, a do dziś mieszkają tam jego przyjaciele. Rozdmuchałam w rodzinie temat, że chcę wyjechać do pracy, bo jak nie zaliczę tego koncertu, to oszaleję...
Ale tak na serio nie wierzyłam, że ktoś mnie zatrudni na 3 tygodnie (tylko tyle miałam jeszcze wolnego).
Odpowiedź przyszła w 3 dni: kupuj bilet, jest praca dla ciebie. Kopara mi opadła LOL Szok. Ubłagałam szefa o urlop, załatwiłam wszystkie sprawy (domowe, rodzinne i inne) i spakowałam wielką podróżną torbę, w której główne miejsce zajmował rzecz jasna aparat fotograficzny, pożyczony od siostry, która jest fotografem. Sprzęt b. dobrej jakości tyle że analogowy, więc miałam szansę na 36 fotek - tylko 36 i to mnie matrwiło. Bo nie dorobiłam się jeszcze cyfrówki :(
I tak po całej nocy spędzonej w busie EUROTRANS, na dworcu we Frankfurcie zostałam powitana przez moich nowych przyjaciół. Ruszyliśmy do Offenbachu, do ich mieszkania, które miało być moim tymczasowym domem. Bilet na koncert dostałam od nich w prezencie, więc kiedy poczułam go w dłoniach, ogarnęło mnie szczęście zmieszane z niedowierzaniem. Wiecie, to dziwne uczucie, przynajmniej dla mnie, kiedy ktoś spełnia twoje prawie nierealne marzenie z taką łatwością, jakby częstował cię cukierkiem. To niesamowite.

15 listopada
Wieczór
Po dniu pracy wracam do "domu". Jestem już cała podekscytowana wiedząc, że w Berlinie właśnie trwa koncert. Pomyślałam o was wszystkich. O tych co są na nim i o tych, którzy zostali w kraju. Zostałam zagadnięta bym pochwaliła się sprzętem i wtedy okazuje się, że coś nie tak z baterią. Aparat nie działa, a był dobry. Załamałam się. Wtedy dostałam do ręki cyfrówkę przyjaciół. Przeszłam przyspieszony kurs obsługi uwieńczony komentarzem: "na dysku jest miejsce na 500 zdjęć, a tu masz zapasowe baterie, wal ile się da...". Wyobrażacie sobie ten lol na mojej gębie? Gdyby nie uszy, byłby jeszcze okazalszy :D

16 listopada
Rano
Praca tylko do południa. Śniadanie, kawa, obiad, ale już bez popijania z wiadomych powodów.
Wszyscy się dziwią, że chcę zająć miejsce przed Stadthallą około 14.00. Ostatecznie po konsultacji z osobami siedzącymi w temacie, czyli często chodzącymi na koncerty, wysadzono mnie tam o 17.00. Występ miał się rozpocząć o 20.00. I tak dołączyłam do grupki około 40 szprechających osób, z którymi miałam wspólną tylko jedną rzecz, a mianowicie poziom zakręcenia na punkcie Toma, Tima i Richarda.
Niestety, nie miałam odwagi na konwersację, bo nie szprecham.
Stałam więc spokojnie niedowierzając sobie, że to wszystko dzieje się w rzeczywistości. Około 19.00 po obmacaniu przez ochronę, zaczęto wpuszczać nas do środka. Długi korytarz i mnóstwo drzwi obok siebie, jak na wyścigach konnych LOL. Pomyślałam, że kiedy je otworzą to pewnie tak właśnie ruszymy pod scenę i zachciało mi się śmiać. Nie wiedziałam co zrobić, bo ustawiało się dziesięć kolejek. Stanęłam za dziewczynami, które robiły najwięcej zamieszania na zewnątrz, mając nadzieję, że to jakieś stare wyjadaczki i że one już dobrze wiedzą gdzie się ustawić. No i miałam rację. Ostatecznie zajęłam miejsce w drugim rzędzie od barierek, ale za to na samym środku sceny ;) Wiedziałam, że nikt mnie już stamtąd nie jest w stanie ruszyć.

Nie wiem, minęła chyba niecała godzina i wszedł zespół supportujący. Trzech facetów z USA, więc może ci sami co w Berlinie. Nagle, do zagrania jednego ze swoich utworów zaprosili Tima. Kiedy wszedł na scenę, nogi zrobiły mi się jak z waty. Pomyślałam "Boże, wygląda dokładnie jak na zdjęciach". Wtedy dopiero do mnie tak na prawdę dotarło gdzie jestem i z jakiego powodu.

:D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D : :D :D :D :D

No i wreszcie pierwsze tony "Atlantic" i zaczęło się.
Najpierw wszedl Tim, po chwili Tom i Rich
Zapanowało ogólne szaleństwo. Kolejne utwory. Tom biegał po scenie tam i z powrotem. Schodził ze sceny i wspinał się na barierki. W pewnym momencie stanął tak blisko, że nie wytrzymałm i wyciągnęłam rękę wraz z innymi. Jego czarna koszula była tak mokra i zimna jakby biegał po deszczu. To niesamowite ile potu wytacza z siebie ten chłopak podczas koncertu. Podobnie jak wy dziewczyny (z forum), nie mogłam się pozbyć wrażenia, że Tom jest bardzo wuchudzony. Serio, kiedyś miał więcej ciałka, co wcale nie było takie złe. Powiem więcej, wolałam kiedy miał go więcej. :-P~ Koncert był wspaniały, miało się wrażenie, że Tom śpiewa do każdego z osobna. Pierwsze rzędy szalały i kto potrafił, śpiewał. Stwierdzilam z dumą, że znam słowa lepiej niż dziewczyny wokół mnie. Cud, że nie miałam na drugi dzień chrypki.
Kiedy skończył się ostatni utwór i chłopcy zeszli ze sceny, wciąż miałam niedosyt. Było cudownie i jak dla mnie za krótko.

Później dopchałam się do stoiska z koszulkami i sprawiłam sobie jedną z rysunkiem, który zdobi drugą płytę. Tego nie mogłam sobie odmówić.

Zaczęłam krążyć w poszukiwaniu miejsca, w którym można byłoby zdobyć jakieś autografy. Aparat wiszący na mojej szyji był normalnie ciepły od robienia zdjęć. W końcu znalazłam moją znaną mi głośną grupkę fanów. Staliśmy na zewnątrz budunku, czekając. Ochroniarz coś tłumaczył jednej z dziewczyn. Podeszłam do niej i zapytałam po angielsku czy nie możemy dostać autografów. Odpowiedziała, że zespół właśnie bierze prysznic i że się bardzo spieszą, bo zaraz wyruszaja na Londyn. Ale nadzieja jest. No cóż. Nadzieja umiera ostatnia.
Zaczął padać deszcz. Po pół godzinie przyszedł tylko zakapturzony Richard. Markerem skrobnął mi podpis na torebce wyglądającej rodem jak z poligonu. Zdążyłam mu tylko rzucić: I' m from Poland. Uśmiechnął się zaskoczony i odpowiedział coś, co to zaskoczenie potwierdziło. Na Toma i Tima nie doczekaliśmy się. No tak, skoro tak poszaleli w Berlinie ...
Byłam bardzo zawiedziona, ale to i tak nie zdołało mi zepsuć szczęścia, jakie odczuwałam po koncercie.

Marzenia się spełniają... :D

Zapraszam do albumu ze zdjęciami

 
« z powrotem do głównej strony
Hosting by WebRing.